wtorek, 7 października 2014

zmiany, zmiany, zmiany

..chciałam wam napisać, że ostatnio musiałam podjąć bardzo dla siebie trudną decyzję..
złożyłam wypowiedzenie w pracy, którą kochałam.
przepracowałam w niej ponad 6lat z dzieciakami i zostały mi w niej ostatnie trzy miesiące.
...
mogłabym wam dużo napisać o powodach.. o tym, że po szóstym roku zamiast podwyżki dostałam nową umowę z obniżką pensji.
o tym, że w tej pracy nie czułam się bezpiecznie (życie na wypowiedzeniach)... i o tym, że absolutnie nie czułam się doceniona (jeśli jesteście pracodawcami... radzę - powiedzcie czasem swoim zaangażowanym pracownikom coś miłego)
 ..
nie musiałam robić wielu rzeczy, które robiłam w swojej pracy

nie musiałam cykać miliona zdjęć ani siedzieć wieczorami i ich "obrabiać"
nie musiałam zakładać i prowadzić bloga poradni, 
nie musiałam angażować siebie i wszystkich swoich przyjaciół/ znajomych w dodatkowe projekty,
nie musiałam robić dekoracji na każdą porę roku i większą okazję, 
nie musiałąm taszczyć choinki na święta i jej (z dzieciakami) ubierać,
nie musiałam prowadzić każdej imprezy,
nie musiałam przygotowywać dziesiątek kartek na święta, 
nie musiałam robić wizytówek poradni,
nie musiałam szyć dla tych dzieci, 
nie musiałam robić dodatkowych pomocy,
nie musiałam prowadzić warsztatów dla dzieci i ich rodziców,
nie musiałam dbać o to by wciąż było kreatywnie, magicznie, ciekawie
..naprawdę nie musiałam..
mogłam jak wiekszość przychodzić na 8 godzin i póżniej wychodzić.
ale
robiłam to, bo to uwielbiam. bo czułam, że to ważne. 
bo kochałam to robić
...
to był dla mnie naprawdę piękny czas.. miałam swój gabinet, zawsze zabałaganiony i zawsze kolorowy
..gdybyście wiedzieli jakie to uczucie, gdy dziecko niesłyszące zaczyna wypowiadać swoje pierwsze słowa, reagować na to jak wymówicie jego imię..
gdybyście wiedzieli jakie to uczucie kiedy bardzo wycofane i zamknięte dzieciaki zaczynają śmiać się w głos,
gdy nastolatek (który ciągle przeklina i bije kolegów) przychodzi i narzeka "mogła pani z tym poczekać, zadzwonić po mnie to przecież bym pomógł" 
..gdybyście wiedzieli..
...
ale.. niestety.. zrobiłam "bilans zysków i strat" i nie mogę tak pracować i żyć.
nie mogę. od momentu "nowej umowy" (czytaj: od lipca) jestem.. zła (czasami wściekła) 
nawet czekałam aż mi przejdzie ta złość, aż się "ułoży", ale się zupełnie nie chciała układać.
nie jestem w stanie tego przełknąć. po prostu.
..
od stycznia przenoszę się na kilka miesięcy do londynu
do siostry, do siostrzeńca, do szwagra i troszkę posiedzę z maluchem.
czeka na mnie zupełnie inny świat, zupełnie inny czas
ale.. nie martwcie się.. czeka też na mnie wypasiona maszyna do szycia 
i ona ma ścieg w serduszka!
-domyślacie się co to znaczy?

40 komentarzy:

  1. Czasami trzeba zamknąć drzwi, aby otworzyć nowe. W stagnacji nie da się żyć, a już na pewno w recesji. Niestety dziś to pieniądze są podstawą. Wiem coś o tym.Pobyt w Londynie na pewno Cię otworzy na inne mozliwości, a co więcej odetchniesz i nabierzesz energii do działania. Spojrzenie na swoje życie z dystansu bardzo dobrze robi :)

    serdeczności

    od lat odwiedzająca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pani Aniu, czytam, podziwiam i łapię Pani pozytywną energię od dawna.
    Od dzisiaj trzymam mocno kciuki, by się ułożyło :) Powodzenia!!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, przeczytała Twój wpis przekierowując się na niego z fb i siedzę pisząc ten komentarz zapłakana.
    Trochę egoistycznie, bo niektóre aspekty Twojej pracy są mi tak bardzo znajome...
    Jestem terapeutą zajęciowym w Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym dla Dorosłych, od pół roku na urlopie macierzyńskim.
    Jestem tam zatrudniona od czterech lat, z powodu różnych zawirowań teraz mam umowę ( drugą z rzędu ) na pół roku - polityka firmy. W ciągu tych czterech lat dostałam trzy podwyżki, dzięki którym zarabiam brutto 2000, premii brak.
    Terapia zajęciowa wygląda tak, ze mam na świetlicy 25-30 pań, większość po udarze, z demencją - można sobie wyobrazić standard zajęć grupowych. Siłowałam się jednak - trochę elementów biblioterapii, muzykoterapii, arteterapii, a wszystko to pomiędzy zaparzaniem kawy i roznoszeniem ciastek. W międzyczasie jeszcze bieganie i otwieranie drzwi petentom- na dzwonek reagowałam lepiej niż psy Pawłowa ( chociaż śliniłam się tylko ze złości, że co chwila muszę przerywać zajęcia).
    Jeśli druga terapeutka ma dyżur na świetlicy, to ja teoretycznie powinnam prowadzić zajęcia indywidualne na oddziałach - w praktyce wożę panie na wózkach między pietrami, żeby dotarły z pokojów na świetlicę lub rehabilitację. Gabinetu terapii brak.
    Teraz, gdy czasem wpadam do ZOL-u w odwiedziny, to cieszą mnie i bolą jednocześnie słowa pacjentek, które nie mogą się doczekać mojego powrotu i wspominają moją pracę.
    Ale we mnie już kiełkuje myśl, że powrotu tam nie będzie. Bycie mamą zaczęło mnie uczyć, że muszę zadbać o dziecko, a więc pośrednio także o siebie. Nie tylko w kwestii ekonomicznej, ale także poczucia własnej wartości.
    Twój wpis Aniu bardzo mnie poruszył i utwierdził w przekonaniu, że o swoje trzeba zawalczyć, chociaż to trudne i bolesne czasami.
    Mam nadzieję, że ten nowy czas będzie dla Ciebie owocny. I wiem, że w pamięci swoich podopiecznych, którzy dzięki Tobie mogli tak wspaniale uczyć się świata, pozostaniesz długo Osobą Wyjątkową.
    Ściskam Cię wirtualnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. tak czasmi trezba zman powodzeni !

    OdpowiedzUsuń
  5. Kochana - wszystko przed Tobą, trzymam kciuki i moim zdaniem zrobiłaś bardzo dobrze!

    ps. w wolnej chwili zapraszam na moje candy:)

    OdpowiedzUsuń
  6. odważna decyzja, ale myślę że zmieni Twoje życie na lepsze, życzę Ci tego pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam ze smutkiem, ale podziwiam za odwagę!!! Lubię zaglądać do twojego bloga i czekam na prace ze serduszkami :-), a przede wszystkim życzę Tobie żebyś odnalazła się w Londynie i spotkała na swojej drodze dobrych ludzi!!! Serdecznie pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. To pewnie jedna z najtrudniejszych decyzji, ale dobrze, że ją podjęłaś. Jesteś wspaniała i trwanie w takiej sytuacji mogłoby Cię zniszczyć. Będzie inaczej, ale wierzę i życzę Ci, by było coraz lepiej. Pozdrawiam cieplutko, Iza

    OdpowiedzUsuń
  9. Aniu! Podziwiam za odwagę! I życzę, aby ta decyzja była początkiem nowego i cudownego rozdziału w Twoim życiu! Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratuluję odważnej decyzji!!:) Ja jestem zdania, że każda zmiana wychodzi nam na dobre:) ..czego życzę Ci z całego serducha!:) Ahoj Przygodo!!!
    Serdecznie pozdrawiam:)
    Kamila

    OdpowiedzUsuń
  11. Ania, trzeba iść za głosem serca i to zrobiłaś. Zmiany są początkiem czegoś nowego, życzę by to nowe przyniosło Ci mnóstwo zadowolenia i spełnienia ! Trzymam kciuki za Ciebie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Czasami człowiek musi, bo inaczej się udusi... Trzymam kciuki i wiem że nowe oznacza czasem trudne ale nie oznacza gorsze... A to co się kocha i tak będzie się robiło i tak w czasie wolnym... Powodzenia Ps a jak moje notesiki ?

    OdpowiedzUsuń
  13. Będzie dobrze. Musi być. 3mam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  14. Aniu, powodzenia, niech ci się wszystko jak najlepiej ułoży.

    OdpowiedzUsuń
  15. Mogę tylko napisać: powodzenia! Na pewno wszystko się ułoży :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Szkoda, smutne to co napisałaś, ale może tam, w Londynie cię zechcą?? Może tam znajdziesz sobie jakąś pracę z dzieciaczkami?? Życzę powodzenia i oddechu.

    OdpowiedzUsuń
  17. to bardzo smutne i tragiczne, ze nie docenia się pracowników... życie bez poczucia zawodowego bezpieczeństwa to nieporozumienie i trud wielki... i podziwiam - jednak - odwagę... wielu sukcesów, docenienia, radości i godnych pieniędzy na obczyźnie...

    OdpowiedzUsuń
  18. czasami tak trzeba, zmienić coś w życiu, dobrze że są tacy ludzie którzy podejmują takie wyzwania

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja finansowo nie narzekam, choć nie są to sumy średniej krajowej...ale jak słyszę od szefa"Jakie durnoty znowu wymyślasz?" ( a chodzi o podobne działania , jak opisane w tym poście) to też odechciewa mi się wszystkiego, ale nie rzucę niestety tego w najbliższym czasie, bo jestem jedynym żywicielem siebie i przy okazji czasami innych, którzy za pół etatu w Terapii Zajęciowej mają pół najniższej krajowej....

    OdpowiedzUsuń
  20. Aniu dzielna ....idzie nowe !!Zmiany sa super !!!Daja kopa i świażą energie!!!
    POWODZENIA!!!!!!!!!
    ....Pamietaj Aniu...jeszcze więcej czeka gdzieś!!!!!!!!!:)
    Ściskam Cie kochana!!!

    OdpowiedzUsuń
  21. ...miało byc świeżą energie -rzecz jasna!!!!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  22. Aniu... nigdy nie zapomnę chwil spędzonych w Twoim towarzystwie. Tego jakim jesteś człowiekiem, jaką osobowością i jak wpływasz na innych... ale pomijając wzgląd na to wszystko, że pomimo odległości, czasu i tak jesteś mi bardzo bliska.. czytając Twój tekst czytałam jakby o sobie.. nie będę pisać jak moje bycie terapeutą i praca z osobami niepełnosprawnymi na mnie wpływała.. bo wymieniłabym tysiące rzeczy podobnych do Ciebie. W WTZ przepracowałam tak jak Ty ponad sześć lat.. powodów odejścia było sporo.. w dodatku łudząco podobnych do Twoich..
    Aniu.. pomimo, tego jak bardzo kochałam tą pracę.. zdecydowałam się odejść. Nie było łatwo, lekko.. nie od razu kolorowo.. było dużo przeciwności.. ale gdy odeszłam od tego miejsca, nabierając dystansu nie patrząc już z bliska jak przez szkło powiększające.. okazało się, że.. decyzja, która mnie tyle kosztowała była dobrą decyzją.
    Może spotkało Cię już wszystko czego miało Cię nauczyć to miejsce i ten czas w życiu.. czas iść dalej..
    Bo Aniu przecież.... jeszcze więcej czeka gdzieś!

    OdpowiedzUsuń
  23. Życie jest okrutne, ludzie dla których pracujemy i współpracujemy nie doceniają, nie szanują nas,czasami specjalnie rzucają kłody pod nogi zamiast działać wspólnie dla dobra innych. I tylko żal tych dzieciaków.
    Ja jestem terapeutą zajęciowym - 6 lat temu odeszłam z Warsztatów przez pracodawcę, który wrzeszczał, oskarżał, ubliżał i mimo że wiele lat już minęło to na dźwięk jego nazwiska żołądek przewraca mi się na lewą stronę ( dodam tylko, że to był ksiądz). Teraz pracuję w DPS-ie dla psychicznie chorych - nie jest łatwo czasem groźnie ale lubię tą pracę. Kasa - żadne kokosy ( co miesiąc pewna wypłata w przeciwieństwie jak w poprzedniej pracy).

    Życzę Ci by wszystko się udało.

    OdpowiedzUsuń
  24. Szkoda wielka, że ogromne serce i zaangażowanie nie jest dzisiaj wartością a pracodawca potrafi tylko wydawać wyroki :( Mam nadzieję, że znajdziesz swoje miejsce na Ziemi i z wielką pasją oddasz się zajęciom, które naprawdę lubisz a one ucieszą Ciebie i innych ludzi :) Życzę powodzenia.

    OdpowiedzUsuń
  25. Kiedy Pan Bóg drzwi zamyka to otwiera okno...
    Gorąco wierzę tym słowom x Twardowskiego bo u mnie się sprawdzają.
    Życzę Pani niejednego otwartego okna zamiast tych zamkniętych drzwi.
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  26. Niestety tak czasem bywa -też miałam podobne doświadczenia z pracą. Życzę samych zmian na lepsze i nowych inspiracji z podróży do Londynu. Pozdrawiam z IE.

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo smutne ale jednak ważne, że jest jakaś alternatywa. Zmiany mogą okazać się pozytywne a decyzja najlepszą w życiu. Widocznie przyszła pora na nowe doświadczenia. Życzę aby wszystko się poukładało, z takim talentem z pewnością tak będzie:) A z tą maszyną zapowiada się fantastycznie!!!:)

    OdpowiedzUsuń
  28. Aniu, bardzo mi przykro, że tak się wszystko ułożyło ... Przykre jest to, że pracodawca nie potrafi docenić naprawdę dobrego i wartościowego pracownika. I co niektórzy dziwią się, że ludzie uciekają za granicę ... Mam tu na myśli ogół, nie Ciebie. Wierzę, że ten czas, który spędzisz w Londynie, pozwoli Ci poukładać sobie wszystko na nowo. Jestem przekonana, że znajdziesz dla siebie jakąś odpowiednią pracę - tego z całego serca Ci życzę :* Wszystkiego dobrego Kochana, myślami jestem z Tobą!

    OdpowiedzUsuń
  29. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
  30. Anula, posyłam dobre myśli... gdy nadchodzi czas zmian, to naturalne, że są wątpliwości, niepokój, stres... ale z drugiej strony pojawia się radość z "nowego", nadzieja na lepsze i szansa na wiele więcej... będzie dobrze, zobaczysz....
    przykre jest to, że wciąż nie są doceniani przez pracodawców ludzie z sercem i zaangażowaniem... ot życie... ale to samo życie jest też pełne miłych niespodzianek i ciekawych nowych ścieżek.... życzę Ci wszystkiego co najlepsze... niechaj ta nowa droga doprowadzi Cię w cudne miejsce....
    utulam...
    :)

    OdpowiedzUsuń
  31. czasem te z pozoru trudne decyzje okazują się najlepszymi rozwiązaniami, otwierają nam nowe niedostrzegalne dotychczas obszary, dziś jest trudno, smutno i niefajnie, ale... może za kilka miesięcy właśnie ta decyzja okaże się najwłaściwszą w życiu, trzymam kciuki i życzę wielu sukcesów

    OdpowiedzUsuń
  32. Bardzo żałuję, że tak Ci się ułożyło przy tak wielkim zaangażowaniu w pracę. Życzę Ci, aby zmiany przyniosły dużo dobrego. Może pracodawca doceni, co stracił, kiedy nie będzie w stanie znaleźć nikogo tak doskonałego na Twoje miejsce. Wszystkiego dobrego Aniu ! A za granicą dorwiesz się do tkanin, wełenek, z których wyczarujesz nam kolejne cuda - to jest pewne :)

    OdpowiedzUsuń
  33. Aniu, kto wie co będzie, kto wiec co nastąpi? Zawsze może byc lepiej. Twoja praca, zaangazowanie, kreatywne rozwizania na zawsze pozostana w sercach dzieciaczków z którymi pracowałaś i ich wdzięcznych rodziców. Dałaś im ogromna część siebie, Twoich pasji i czasu. To nie zginie, To dobro powróci. Zycze Ci powodzenia i trzymam kciuki.

    OdpowiedzUsuń
  34. Aniu, jak juz bedziesz w tym Londynie, to zapraszam do siebie do Basingstoke. Ja wiem, ze to jakas godzina od Londynu, ale zapraszam bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  35. Uważam, że bardzo dobrze postąpiłaś :-) Znasz swoją wartość, lepiej czasem wykonać krok w tył, aby potem zrobić dwa kroki w przód :) Powodzenia w nowym roku, oby okazał się lepszy od 2014 :)

    OdpowiedzUsuń
  36. Szkoda, że nie zostałaś doceniona i że Twoje zaangażowanie i czas poświecany na pracę nie przekładały się na zarobki. Szkoda tymbradziej, że kochałaś tę pracę i bycie z dzieciakami. Ale liczę, że uda Ci sie znaleźc zajęcie, które da Ci satysfakcję, pewne pieniadze i bezpieczeństwo stabilnego zatrudnienia :) Tego właśnie Ci życzę. Powodzenia, bo naprawdę jesteś wartościową osobą! :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Czesc :) Chcialbym Ci powiedziec, ze naprawdę w bardzo ciekawy sposob prowadzisz swojego bloga ;) To wrecz zaszczyt jest czytac Twoje wpisy :) Na kazdy kolejny czekam z nieskrywana niecierpliwoscia :p Mam więc pytanie, jest może jeszcze w sieci jakieś miejsce, gdzie mogę przeczytac Twoje teksty? :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń