poniedziałek, 29 listopada 2010

...powroty...

...ślicznie było...
bo wiecie-
jak gdyby nigdy nic wylądowałam z ukochanym mym w londynie-
(w ramach prezenciku od siostruni i jej mitka:)
...
mituśkowie zabrali nas w cudowną podróż po swoich śladach.
w magiczne miejsca...
takie, co się widziało na żywo pierwszy w życiu raz.
i zimę odganiali swoimi uśmiechami.
i były chwile po prostu, na kawki wypijanie spokojne.
...
wypełnione codziennością wspólną me tęsknienia

3 komentarze:

  1. Takie chwile są bezcenne Aniu :)

    P.S.
    dziękuję za przesyłeczkę, wkrótce pofrunie do przyjaciółki, i dziękuję za przemiły tekst na kopercie, taki Aniowy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. cieszę się, że jednak wróciliście :) bo co by to było, gdybyście nie wrócili - aż strach myśleć! i widzę, że "kamloty" zaliczone ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, wspaniale spędziłaś czas. Takie rodzinne relacje są niezwykle budujące. Cieszę się Twoją radością.

    OdpowiedzUsuń